czwartek, 9 czerwca 2016

Slow reading...czyli o wolnym czytaniu słów kilka...

Początek nowego roku. Przeglądając facebooka w każdym możliwym miejscu nadziewam się na przeróżne, książkowe wydarzenia... ,,Przeczytam 52 książki w 2016 roku", ,,W 2016 przeczytam 12 książek" itp. itd. Koniec miesiąca. Niektórzy użalają się, że zdążyli przeczytać tylko 3 książki, podczas gdy ,,XYZ" przeczytał ich aż 14...
A ja zadaję sobie pytanie...po co to wszystko?


Czytać książki ubóstwiam. Kocham włóczyć się w swojej wyobraźni po innym świecie, którego nigdy namacalnie nie będzie mi dane zobaczyć. Poznaję bohaterów z całym bagażem doświadczeń...i kocham to robić. Dlatego, kiedy czytam książkę, staram się nią jak najdłużej delektować. Mimo, że z natury czytam szybko, gdy książka jest naprawdę porywająca, ja i tak staram się rozciągnąć jej lekturę jak najdłużej w czasie. Uwielbiam piastować w mojej pamięci każdą stronicę, każde zdanie, każde słowo i każdą pojedynczą literkę. Owszem, jestem ciekawa zakończenia...bo kto by nie był? Ale po prostu nie chcę, żeby książka się skończyła, nie chcę przerywać takiej fantastycznej przygody. Czasami, rzecz wiadoma, taką walkę przegrywam. Mimo, że oczy same się zamykają, siedzę późną nocą w łóżku i czytam ten ,,wiecznie ostatni" rozdział. Mimo, że dawno powinnam wysiąść, dalej czytam książkę w szarpiącym tramwaju. Są jednak takie dni, w których czytanie książek jest ostatnią rzeczą, na którą mam ochotę. Są takie momenty, w których moje myśli tak bardzo zaprząta coś innego, że książki bym nie czytała, a tylko oglądała literki. Uważam, że w czytaniu nie liczy się ilość, a jakość. Liczy się to, ile z lektury tak naprawdę w nas pozostanie. Ważne jest to, ile tak naprawdę przeczytamy, a nie tylko przepuścimy przez głowę. 
Czytanie książek to nie maraton...

Zapewne teraz niektórzy z was pomyślą, jaka ze mnie hipokrytka - przecież sama w podsumowaniu miesiąca piszę, ile udało mi się przeczytać. Ale dla mnie to tylko cyferki, ustawiane po to, by pamiętać co przeczytałam. Od jakiegoś czasu już się nimi tak bardzo nie przejmuję. Wcale nie martwi mnie to, że przeczytałam mniej niż inni. Wiem, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Że czytanie ma być przyjemnością, a nie obowiązkiem, i że nikt (no może oprócz wydawnictw) nie będzie mnie z tego rozliczał. Wiadomo, czasami pojawia się żal, że przecież mogło być tych pozycji więcej. Lecz zaraz uświadamiam sobie, że się starałam, że zrobiłam wszystko, by przeczytać jak najwięcej. Tylko ja nie lubię postępować wbrew sobie. Kiedy nie mam ochoty czytać książki dalej, odkładam ją na półkę. Kiedy wiem, że w danym momencie czytanie nic nie da, po prostu tego nie robię. Kiedy czasem akcja rozwija się niepokojąco szybko, lubię ją przerwać, zamknąć książkę, przemyśleć to, co już przeczytałam. Lubię skazać się na chwilę niecierpliwości, która przecież tak rozbudza ciekawość i potęguje wrażenia. 

Chodzi mi o to, że powinniśmy czytać... dla samego czytania. Czytać książki dla wykonywania czynności, określanej czasownikiem. A nie - czytać dla liczebnika, określającego ilość przeczytanych przez nas pozycji. Nie możemy popadać w panikę. Każdy czyta w innym tempie. Przeczytane przez nas 7 książek nie jest równe siedmiu książkom przeczytanym przez kogoś innego.

Chciałam po prostu zwrócić waszą uwagę na problem, jakim jest mechanizacja czytania. Stało się ono czynnością prawie że bezwarunkową. A to nie powinno tak wyglądać. Czytanie powinno się celebrować. Celebrować tę ,,najlepszą zabawę, jaką sobie ludzkość wymyśliła"! Znane są wam zapewne pojęcia ,,slow fashion" lub ,,slow life". A ja zachęcam was do ,,slow readingu"...

Pomyślicie być może, że kiepska ze mnie blogerka książkowa. Proszę bardzo, nie zabronię wam. Ja naprawdę staram się szerzyć czytelnictwo i zachęcać ludzi do czytania. Lecz rozumiem, że niektórzy ludzie nie czytają książek, bo nie mają na nie czasu. Nie chcą ich czytać, bo w biegu nic by z nich nie zrozumieli. Rozumiem młodych ludzi, którzy przez miesiąc są w stanie przeczytać tylko jedną lekturę szkolną, w niekoniecznie zastraszającym tempie. Ja nie widzę dla siebie takiego życia, bo czytanie jest dla mnie przyjemnością, odskocznią od szarej codzienności. Ale...to ja. Każdy człowiek jednak jest inny. Boli mnie taka a nie inna sytuacja tych osób...ale całkowicie ją rozumiem. Boli mnie to, że na przykład moja rodzina - prawie wcale nie czyta. A jeżeli już im się zdarzy, to potrafią jedną książkę męczyć pół roku. Boli mnie to, ale przecież nikogo do niczego nie zmuszę. Mogę ewentualnie zachęcić, ale przecież nie każę nikomu czytać na siłę. Tak samo jest z tempem czytania. Każdy z nas przyswaja określone treści w innym czasie. Nie możemy czytać książek na wyścigi! Ja czytam w takim tempie, a ktoś czyta w innym. I powinienem to zrozumieć, by lepiej mi się czytało. By móc spokojnie czytać, bez żadnej presji. 

Czytanie jest formą odpoczynku. Przynajmniej powinno być. Opasłe tomiska wymagają czasu, wymagają świadomości. Uwielbiam te moje ,,tu i teraz", sam na sam z książką. Żyję w pełnej świadomości, że nie starczy mi życia by przeczytać wszystkie książki, które bym chciała. Tyle dzieł zostało już wydanych, a stale pojawiają się nowe. Nie chcę uczestniczyć w czytelniczym wyścigu szczurów. Dlatego jestem w stanie czytać książki, które już mają miejsce w moim sercu, kosztem czytania takich, których jeszcze nie znam. Dlatego daję szansę każdej książce...ale jeżeli mi się nie podoba, to po prostu jej nie czytam. 
Fajnie, gdy pod koniec miesiąca lub roku okaże się, że przeczytałam tyle, na ile postawiłam sobie poprzeczkę. Że przeczytałam 12, 52, 104 lub Bóg jeszcze wie ile pozycji. A co, jeśli nie? Czy jestem przez to gorsza? Czy coś jest ze mną nie w porządku, że w miesiącu czytam zaledwie parę książek...podczas gdy inni kilkukrotnie więcej? Czy nie zasługuję na to, by prowadzić bloga o książkach?


Nauczmy się celebrować książki...tak szybko się kończą...


Na samym końcu chciałabym zaznaczyć, że nie mam na myśli nikogo konkretnego i urażenie kogokolwiek nie jest absolutnie moim celem. Niniejszy post jest wyrazem mojej subiektywnej obserwacji i rozważaniem na temat zaistniałej sytuacji. Nie próbuję nim także usprawiedliwić tego, że sama czasem mało czytam. Mam nadzieję, że podejdziecie do niego z przymrużeniem oka.

28 komentarzy:

  1. W sumie to całkiem zgadzam się z tym co napisałaś, ale tempo czytania to bardzo indywidualna sprawa ^^ Nie wiem też czy nie warto dodać/zaznaczyć, że wiele zależy od samej książki. Czasami są takie, że można przeczytać dwie jednego dnia, a czasami czyta się jedną miesiąc i wcale nie zależy to od jej objętości :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa opozycja do modnego czytania na czas i jak największej liczby ksiązek. Jakoś bliżej mi do Twojego podejścia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zanim zaczęłam blogować to nie miałam pojęcia, że istnieją takie ,,wyzwania", gdy to zobaczyłam to nie mogłam uwierzyć, że coś takiego istnieje. Rozumiem, że dla niektórych to jest zabawa, te wszystkie maratony, wyzwania tematyczne itp, ale mnie to całkowicie nie przekonuje. Nie lubię mieć narzucanych z góry tematyk, czy czasu na książkę. Również uwielbiam się rozkoszować daną pozycją (no chyba, że jest kiepska), a przy takim wyzwaniu jednak czuć presję rywalizacji. Tak samo w sumie nie rozumiem wymówki ,,nie mam czasu na czytanie", bo jak dla mnie to nie prawda, każdy ma taką samą dobę i jeśli się chce to się potrafi z niej wyłuskać chwilę na książkę. Wolę jak ktoś mówi ,,nie chcę czytać", bo to wtedy całkowicie rozumiem, ale brak czasu jest dla mnie jedynie marną wymówką, bo sama przeważnie siedzę od rana do wieczora na uczelni, a czytam np w autobusie, czy chwilę przed snem dla odprężenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem książki są tak wciągające, że chociaż mają 500, 600, 700 stron, nie sposób je czytać dłużej niż dwa, trzy dni. Na dłuższą metę za tym nie przepadam, bo po jakimś czasie niewiele z lektury już pamiętam - ale z drugiej strony, jestem osobą, która lubi do ulubionych powieści wracać, więc w gruncie rzeczy to "zapominanie" jest na plus, mogę niemal tak samo dobrze się bawić jak przy czytaniu pierwszy raz. A gdybym chciała rozciągać dobrą książkę na tygodnie (tak się w ogóle da?), gubiłabym się w wątkach i raczej bym do niej nie wróciła, przez wzgląd na to, jak długo ją czytałam...
    No, a jak tylko zdarza się trochę wolnego, to czytam na potęgę - bo w roku szkolnym, bądź też zbliżającym się akademickim, zwyczajnie brakuje na to czasu (ratuje mnie tylko to, że dojeżdżam, więc udaje mi się wtedy coś chapsnąć). A jakoś ten stos "do przeczytania" wypadałoby zmniejszyć, żeby nie kusił wtedy, kiedy to będzie najmniej pożądane...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja z kolei kiedy książka jest bardzo dobra nie mogę się powstrzymać i czytam jak najszybciej, żeby poznać zakończenie;) a kiedy jest świetna mam jednocześnie uczucie że nie chcę, by się jeszcze kończyła. Takie dylematy;D
    Nie biorę udziału w wyzwaniach, bo nie lubię mieć narzuconej tematyki czy innych rzeczy, od razu włączy mi się blokada i cała przyjemność zniknie. Aczkolwiek rozumiem, ze dla niektórych jest to dopingujace;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam książki dla własnej przyjemności, samodoskonalenia. Są dla mnie taka odskocznią od rzeczywistości. Czasami spotykam złe książki, które czytam do końca, trochę po łebkach, mijając nudniejsze opisy , ale po prostu nie lubię nie dokończać rozpoczętej powieści.
    W sumie już od jakiegoś czasu nie mam nic do tego, że ktoś nie czyta. Nie moja sprawa. Może robi inne rzeczy, które bardziej go kręcą. Kto wie. Zła jestem dopiero wtedy, kiedy ktoś stwarza problemy względem tego, że czytam. "No po co ty to robisz? Przecież cię to wcale nie rozwija? Jak tak można strata czasu?". Dopóki się coś robi wartościowego (i nie ograniczającego szczęścia lub wolności innych ludzi), a nie siedzi 24 godziny na dobę na kanapie i patrzy się w sufit, to jest w porządku, naprawdę. Jak się rozwija swoje umiejętności, predyspozycje w jakikolwiek sposób, to kwestia nieczytania spada dla mnie na dalszy plan :)
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się określenie "slow reading" ;) jednak dla mnie takie rozkoszowanie książką nie zawsze jest konieczne. Jeśli tekst jest jedynie nośnikiem wydarzeń, a nie wartością estetyczną samą w sobie, nie mam potrzeby się nad nim zatrzymywać ;) Co do liczenia przeczytanych pozycji - dla mnie ma mały rys rywalizacji, ale raczej traktuję to jak skrupulatne katalogowanie tego, co już przeczytałam. I mam nadzieję, że, jako wyzwanie, przyczynia się do rozpowszechniania się czytelnictwa :D Bardzo się cieszę, że stworzyłaś taki wpis! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To ciekawy temat na post. Zgadzam się z Tobą i uważam, że tak naprawdę nie powinno być jakichś ograniczeń w prowadzeniu bloga. Każda osoba, która czerpie przyjemność z czytania powinna mieć taką możliwość. Wszyscy jesteśmy blogowo-książkową rodzinną, musimy się wspierać i razem celebrować piękno literatury. Przyznam, że chciałabym trochę zmniejszyć swoje tempo, bo zazwyczaj strasznie męczy mi się wzrok, gdy zarywam kolejną noc, aby dokończyć ciekawą lekturę. :D Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo potrzebny post. Ja też nie rozumiem tego czytelniczego wyścigu i przechwalania się, kto ile przeczytał. :) Jakość jest nieprzeceniona w czytelnictwie. Czasami ktoś deklaruje, że przeczytał 100 książek, a większość to naprawdę zła literatura. Stefan Żeromski czytał rocznie 15 książek, a jak władał językiem! Z tym, że nie były to zwyczajne czytadełka, a poważne i wartościowe rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gdy książka mi się podoba, nie potrafię się opanować i czytam ją szybko, ale uważam to za pewien rodzaj celebracji :) Z pewnością przy współpracach blogowych dochodzi do pewnej mechanizacji, lecz nie przeszkadza mi to w czerpaniu radości z danej lektury. Traktuję to raczej jako pewną systematyczność. Bardzo ciekawy wpis. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Należę do tych osób które czytają szybko i dużo, ale na wyścigi nie czytam, i na pewno nie dla statystyk, by odhaczyć kolejną książkę, bo nie o to chodzi. Po prostu tak mam. Są książki które połykam w jeden dzień, a są i takie które czytam miesiącami, delektując się każdym rozdziałem, trawiąc i przeżywając każde zdanie. Zgadzam się z Tobą, by najważniejsze jest by z czytania czerpać jak najwięcej radości i przyjemności bo jak tego nie ma to nie ma to sensu. A czy ktoś czyta 15 czy 2 książki w miesiącu to kompletnie nie ma znaczenia. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  12. Całkowicie się z tobą zgadzam. Inni pędzą i gonią się w czytaniu, jak w wyścigach o nagrodę. Świetnie, że ludzie robią wyzwania, ale nie powinni ze sobą konkurować. Ja czasem czytam szybko, czasem wolno. Dla mnie nie ma znaczenia ile przeczytam książek, ponieważ czytam dla własnej przyjemności :)
    Pozdrawiam, Skryta Książka

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny post! Sama staram się jak najwięcej czytać,ale masz rację,to nie są przecież wyścigi!Czytamy dla przyjemności,a nie dla ilości przeczytanych książek.Bardzo przydatny post. :)
    Pozdrawiam cieplutko!
    http://olalive-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. zgadzam się z Tobą, dlatego np nie robię comiesięcznych podsumowań - nie ma nic ciekawego w postach typu "w tym miesiącu przeczytałam następujące ksiażki... czyli przeczytałam średnio 100000 stron dziennie " pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oczywiście każdy ma inne zdanie, ale według mnie ludzie to robią, aby
    po pierwsze, pokazać sobie, że potrafią
    po drugie, żeby poczuć tą nutkę rywalizacji, no bo kto jej nie lubi ;)
    i po trzecie, żeby znaleźć motywację do czytania (chociaż ja tego nie rozumiem, bo dla mnie czytanie to styl życia :D)
    Pozdrawiam :)
    Czytam, piszę, recenzuję, polecam (zapraszam na nową recenzję ^^)

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja lubię robić podsumowania i wypisywać, ile przeczytałam książek, bo wtedy dostrzegam, że pomimo wielu obowiązków znalazłam czas przeczytać AŻ tyle tytułów. Oczywiście zwracam też uwagę na jakość, bo kiedy coś mi nie przypadło do gustu to już mam myśli typu: Zmarnowałam tylko czas. A wyzwania? Biorę udział w tym, gdzie ma się przeczytać 52 książki w danym roku. To ogromna motywacja, aby nie zapominać o tych małych skarbach. Nie przeczytam tylu? Będzie mi przykro, ale myśl, że cokolwiek pochłonęłam od razu zasłoni to wcześniejsze. ;)
    Pozdrawiam!
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji

    OdpowiedzUsuń
  17. hmm mnie cyferki nie interesuja nawet jesli przeczyatc 4 ksiazk ia nie 8 czy 12... nie to sie liczy, wiadomo lubie meic regularne posty ale...no wezcie to tylko posty.... wazne jest by sie cieszyc czytaniem a tempo miec wlasne ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. No i poruszyłaś bardzo ciekawy temat...
    I wiesz co - ja się z nim zgadzam pół na pół.
    Ogólnie ja nauczyłam się czystą praktyką czytać szybko. Dzięki temu mój blog dalej jakoś funkcjonuje, a ja mogę sobie pozwolić na więcej książek do przeczytania - bo przecież ta jest dobra, ta jest obiecująca, a tę to na pewno muszę przeczytać, bo ktoś mi ją polecił!
    Jednakże! Prawda jest taka, że gdy od pierwszych stron czuję, że TA WŁAŚNIE książka jest genialna (to się czuje!), to automatycznie się nią rozkoszuje. Nie czytam jej szybko, nie czytam ją wolno, lecz w sam raz!

    OdpowiedzUsuń
  19. Lubię czytać UWAŻNIE. Jednak uważnie to niekoniecznie wolno, bo czasami książki tak wciągają i pisane są takim językiem, że się je "zjada" w zastraszająco szybkim tempie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Szczerze mówiąc ostatnio ostro walczyłam z moim uzależnieniem od...czytania. Czytałam wszędzie - w tramwaju, na wykładach, w podróży, w domu, w kąpieli... Przewinęło się mnóstwo książek, w które bardzo się wczuwałam, ale po jakimś czasie już zapominałam, co czytałam. Bardzo pomaga mi w tym mój blog, bo już nie mam tyle czasu i częściej sprawdzam aktualności z fanpejdża :D a, dodaję Cię do znajomych na lubimyczytać.pl :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja tam nigdy sobie nie wyznaczam ile książek przeczytam, bo to i tak później w praktyce nie wychodzi. Poza tym nie chcę czytać czegoś na łeb na szyję, byle tylko odfajkować na liście. Ja też zawsze delektuję się książkami. Często specjalnie wolniej je czytam, bo tak bardzo mi się podobają, że nie chcę ich zbyt szybko kończyć.
    Pozdrawiam serdecznie :)
    Ostatni dzień konkursu

    OdpowiedzUsuń
  22. Coś w tym jest - chociaż ja mam taki stosik jeszcze nieprzeczytanych książek na swojej szafce nocnej, że ich brak raczej mi nie grozi ;) A książki niestety zwykle połykam ;)

    Pozdrawiam ciepło
    Karolina z Zielona Karuzela

    OdpowiedzUsuń
  23. mam to szczęście, że książek mam sporo, czasu niestety trochę mniej ale staram się na bieżąco przynajmniej raz w miesiącu z 2 książki przeczytać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Celebrowanie książek jest jak najbardziej potrzebne, ale uważam, ze takie akcje tez robią swoje. Jeśli ktoś dzięki takiej akcji sięgnie po kilka sztuk książek więcej to super. Jeśli zamartwia się, że przeczytał ich mniej niż xyz to tylko świadczy to o jego braku dojrzałości

    OdpowiedzUsuń
  25. Mam podobne zdanie na ten temat. Uważam, że książki czyta się dla przyjemności i mile spędzonego czasu, odrywając się od rzeczywistości. Owszem, możemy być z siebie dumnie, że udało nam się przeczytać sporo książek, jednak nie należy robić tego na siłę...
    Pozdrawiam
    Moment Of Dreams ♥

    OdpowiedzUsuń
  26. Lubię czytać i nie wyobrażam sobie bez tego życia:) Mam podobnie, kiedy książka jest wciągająca i poruszająca, zwalniam, odkładam na później, aby dokładnie przetrawić to co przeczytałam. Ale jednocześnie pochłaniam książki jak gąbka wodę :) A tych nieprzeczytanych jest tak dużo, że chciałabym mieć więcej czasu.

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo mi się podoba Twoje podejście - zwłaszcza że w znaczniej mierze pokrywa się z refleksjami, które sami mieliśmy niedawno: http://paranafilm.pl/dlaczego-nie-wracamy-do-nowych-filmow/ Mechanizacja czytania - jak ją określiłaś, jest sprzeczna z celebracją, a ta z kolei to jak dla mnie jeden z filarów czerpania przyjemności z literatury, ba! z życia! :) Pozdrawiam serdecznie - żeńska połówka Pary na film :)

    OdpowiedzUsuń

przybyszu,skoro już tu jesteś,może zostawisz dla mnie jakiś komentarz?
będzie mi bardzo miło...
dziękuję za każde odwiedziny i zapraszam częściej!powłóczmy się razem!